Notatki z wystawy George Braque

Spędzając w czasie zimowych ferii parę dni w Wiedniu, trafiła mi się nie lada gratka obejrzenia retrospektywy słynnego kubisty Georga Braque’a. Poszedłem na tą wystawę z tym większą ciekawością, iż oprócz kilku sztandarowych dzieł tego artysty mało znałem jego twórczość, ukrytego trochę w cieniu Pabla Picassa - swego wielkiego przyjaciela i zarazem konkurenta.

Dokonanie tego rodzaju przedsięwzięcia podjęła się wiedeńska instytucja Kunstforum, która praktycznie w całości dofinansowywana jest przez Bank Austrii. Ta galeria specjalizuje się prawie wyłącznie w wystawach problemowych i monograficznych sztuki XX wieku. Z długiej listy wystaw ostatnich lat można wymienić nazwiska artystów tej klasy co Kazimierz Malewicz, Mark Rothko, Tamara Łempicka, Max Beckman, Paul Cezanne czy Oskar Kokoschka. Takie ekspozycje są prawdziwymi wydarzeniami kulturalnymi nie tylko w Austrii, ale jak sadzę, w całej jednoczącej się Europie.

Jak wspomniałem była to wystawa retrospektywna, więc zdecydowano się pokazać prace chronologicznie, eksponując kolejne etapy artystycznego rozwoju artysty. Ekspozycję rozpoczynała współpraca Braque’a z fowistami. Braque kojarzył się mi prawie wyłącznie z tonacją brązowo-ugrową, a tu zobaczyłem słynnego kubistę kolorowego, pogodnego, soczystego, stosującego całą gamę od fioletów, przez czerwienie, szmaragdowe zielenie aż do żółcieni; było w tym trochę Vlamincka pomieszanego z Derainem. Najwidoczniej nie znalazł jeszcze swego stylu i powołania w sztuce. Przygoda z fowistami była zresztą krótka i przelotna jak wakacyjny romans, bo wkrótce, po spotkaniu z Picassem, rozpoczęła się jego prawdziwa miłość i życiowe przeznaczenie - kubizm.

Wróćmy do wystawy; w drugiej sali były prezentowane wczesne pejzaże z lat 1907-09 zwiastujące nadejście nowego kierunku. Braque ograniczył chromatykę płócien do brązów i zieleni, uprościł rysunek i radykalnie zniwelował plany, a tym samym głębię obrazu. Wyczuwało się, że znalazł trop, którym będzie podążał do końca życia. Toteż wkrótce wkroczył w ten najsłynniejszy okres kubizmu analitycznego, sztandarowego i podręcznikowego zarazem. Martwe natury z instrumentami muzycznymi zamieniły się w luźne elementy, wieloaspektowość i dyslokacja brył nabrały w jego malarstwie wręcz religijnego charakteru.

Przyglądnięcie się z bliska obrazowi na wystawie pozwala na intymny kontakt z dziełem sztuki jaki nie zastąpi najdoskonalsza reprodukcja lub skan w giga rozdzielczości. Obcowanie z obrazem w pracowni lub na wystawie pozwala czasami podglądnąć technikę mistrza, domyślić się zapisu malarskiego. Braque podmalowywał delikatnie swoje kompozycję, a następnie zagęszczał jej formę, dokładał pigment, wzmacniał, uszlachetniał materię, wzbogacał fakturę płótna. Najbardziej jednak pasjonujące było dla niego wtargnięcie w przedmiot i rozłożenie go na części. W ten sposób doszedł do kolejnego etapu - kubizmu syntetycznego. Obrazy znalazły się na granicy abstrakcji; skrajne ograniczenie kolorystyczne, często malowane na papierze gazetowym, kompozycja podkreślona tylko kilkoma liniami, reszta to subtelne, ale też suche kalkulacje intelektualne, wszystko na granicy ascezy. Nic dziwnego, że formuła wkrótce wypaliła się i przestała dawać intelektualnej podniety. Zresztą ten okres przerwała I Wojna Światowa, podczas której Braque był dwukrotnie ranny; skończyła się też przyjaźń z wielkim Hiszpanem. Gdy nastał pokój Braque daleki był już od ortodoksyjnego kubizmu. Wprawdzie nadal korzystał z rozbicia bryły, ale wykorzystywał ją już w sensie dekoratywnym, układając struktury monumentalne i zarazem wykwintne. Z tego okresu postkubizmu pochodzą cykle stołów bilardowych i wnętrz pracowni. Podobnie jak Picasso miał okres nawiązujący do archaizującego klasycyzmu. Kolor traktowany jest syntetycznie, farbą nakładaną intensywnie i gęsto. Braque nie pozwalał już sobie oczywiście na fowistyczną, nieskrępowaną ekspresję. Na płótnach królują czernie, rude brązy zastawione z bielami, fioletami lub zieleniami chromowymi. Paleta jego jednocześnie zgaszona i ograniczona nabiera szlachetnej patyny. Malowane motywy (najczęściej martwe natury i wnętrza, rzadziej postacie) wyodrębnione są ciemnym konturem, czasem sztywnym, kanciastym, czasem płynnym i giętkim, ale zawsze ujmują elegancją i dystynkcją.

Wreszcie ostatnia sala i ostatnie jego dzieła. Pojawił się motyw ptaka, ale nie jak u Picassa, jako konkretny gołąb pokoju, lecz jako podświadomy symbol lotu, wolności i swobody twórczej. I ostatnie płótno w jego twórczości przedstawiające pług, obraz ponad dwumetrowej wielkości zawieszony samotnie na końcowej ścianie. Tonacja szaro-srebrna skontrastowana z masywnym czarnym żelastwem niczym olbrzymim martwym ptakiem. Zaiste mocne, przejmujące zakończenie ekspozycji i pożegnanie wystawy. Pokręciłem się jeszcze po salach (umiarkowanie zaludnionych), porównywałem etapy, style, wybierałem obrazy, które najbardziej mi się podobały, które zapadną w pamięć.

Wystawie towarzyszyły również fotografie wykonane przez znajomych i przyjaciół artysty m.in. przez słynnego G. Brassai’a: Braque ranny w głowę, Braque z Picassem, z Giacomettim, Braque w pracowni i w kabriolecie na przejażdżce po Riwierze. Ten zestaw zdjęć przybliża go jako artystę i jako człowieka. Mnie teraz ten wielki kubista jawił się z jednej strony jako jeden z tych, który wywołał przewrót w estetyce sztuki, pobudził do dalszych eksperymentów i w rezultacie rozpętał prawdziwą nawałnicę kierunków m.in. polski formizm, a z drugiej jako wielki kontynuator tradycji francuskiego klasycyzmu. Przed wyjściem kupiłem katalog, w którym zreprodukowano wszystkie eksponowane obrazy. Jego zalety to staranna edycja, czystość druku, obszerne eseje o twórczości tego francuskiego kubisty; wadą była cena wynosząca30€, ale cóż sztuka wymaga poświęceń.

Na koniec trzeba oddać należny szacunek organizatorom, którzy wykonali olbrzymią pracę, zabrali zestaw naprawdę imponujący z kilkunastu muzeów i zbiorów prywatnych Europy i Stanów Zjednoczonych. Dla porządku wymienię miasta, które wypożyczyły Georga Braqua Wiedniowi: Berlin, Bazylea, Paryż, Hannover, Madryt, Eindhoven, Bergen, Bordeaux, Cambridge, Bruksela, Kopenhaga, Londyn, Monachium, Zurych, Nowy York, Filadelfia, Waszyngton. Zestaw zaiste imponujący. Taka wystawa to ogromny wysiłek organizacyjny i oczywiście finansowy. Bez dużych pieniędzy nie ma dziś mowy o spektakularnych wystawach. Nam pozostaje tylko pozazdrościć Wiedeńczykom takich sal, takich pieniędzy i takiego rozmachu. Na pocieszenie pozostaje fakt, że do stolicy Austrii jest o wiele bliżej i szybciej niż nad Bałtyk, z czego nie wszyscy miłośnicy sztuki zdają sobie sprawę. Wystawa czynna była od 15 XI 2008 do 1 marca 2009 przy ul. Freyung 18, niedaleko wiedeńskiego Ringu. Aktualne wystawy oraz zapowiedzi galerii można sprawdzić na stronie www.bankaustria-kunstforum.at

Michał Baca