Sybilla Hössler - ciemnoniebieska

Tekst do wystawy "Dunkelblau" w Galerii Atelier, Kraków X 2004

Z Sybillą, z jej pomysłami i osobowością spotkałem się przed dwoma laty podczas jej objazdowej podróży po Europie. Kraków był wtedy jednym z 14 etapów jej wojażu. Niczym na olbrzymim straganie, na dziedzińcu przed Starą Synagogą przy ul. Szerokiej eksponowała swoje walizki z podróży. Każdy z tych kufrów dotyczył innego miasta, w którym gościła ze swą grupą. Spośród wielu miast, które odwiedziła, Kraków i jego atmosfera zrobiły na artystce chyba duże wrażenie, bo znowu mamy okazję ją u nas gościć i zobaczyć jej nową wystawę.

Tym razem Sybilla prezentuje 25 dużych fotogramów, na których wciela się w 25 kobiet reprezentantek różnych zawodów. Oglądamy, zatem zróżnicowaną paletę społeczną, kobiety o zróżnicowanym wykształceniu, na różnych szczeblach społecznej drabiny. Artystka ukazała się nam między innymi jako: sędzina i lekarka, sanitariuszka i policjantka a także jako sprzątaczka i prostytutka. Wszystkie zdjęcia wykonane są w formacie 100/70 cm w pionowej orientacji oraz zakomponowane w podobny sposób, z neutralnym nieokreślonym tłem stylizowanym jakby na fotograficznym atelier. Pojedyncze zdjęcie mogłoby przypominać trochę ulotkę reklamową albo folder linii lotniczych lub eleganckiego hotelu. Jednak powiększenie fotografii do bardzo dużych rozmiarów oraz powieszenie w szeregu podobnych kompozycyjnie fotogramów zmienia zasadniczo wrażenie wizualne, nadając im zaskakujące wrażenie plastyczne. Artystka nie szarżuje, nie stara się szokować na siłę ani prowokować widza wyzywającym, agresywnym gestem czy groźną miną. Na fotografiach, artystce - modelce w jednej osobie, nie zdeformowano kształtów ani nie przeprowadzono doświadczeń kolorystycznych. Wręcz przeciwnie ze starannie zakomponowanych fotografii spogląda na nas w niewymuszonych pozach lekko uśmiechnięta kobieta w 25 odsłonach. Sybilla przebiera się i kreuje w kilkadziesiąt różnorakich zawodów. Jak aktorka, w zależności od tego w jaki zawód wciela się, raz potrafi być bardziej chłodna, poważna, innym razem uśmiechnięta lub kokieteryjna. Wszystko zainscenizowane jest w autentycznych mundurach, uniformach i roboczych ubraniach. Artystka zadbała o najmniejszy drobiazg i szczegół. Sybilla przywdziewa, więc togę sędziny, ubiera lekarski kitel, zakłada wojskowy mundur, by przez elegancki, ciemnoniebieski garnitur stewardesy powoli schodzić po szczeblach społecznej drabiny, aż na sam dół, gdy zakłada skromny fartuszek sprzątaczki, a kończy swój wybór na kusym gorsecie prostytutki.

Dla polskiego widza będzie to dodatkowa okazja do ciekawych porównań socjologicznych pomiędzy Polską a Niemcami. Sybilla Hössler nie jest bezkompromisową feministką ani nie zależy jej na obrazoburczej czy artystycznej prowokacji. Prowadzi raczej z nami intelektualną grę i socjologiczną refleksję, podszytą cienkim humorem i autoironią. Kobieta w domu jako matka, żona lub siostra zamienia się w pracy w sanitariuszkę, strażaka lub listonosza. Wraz ze zmianą stroju zmienia się też przynależność kulturowa i identyfikacja społeczna. Na pierwszy rzut nasza ocena drugiego człowieka zależy od kontekstu ubioru. Umowny kod społeczny ustawia nas za wyrost w ustalonej hierarchii społecznej.

Wyjaśnienia wymaga jeszcze niemiecki tytuł wystawy "Dunkelblau", co oznacza nie tylko kolor ciemnoniebieski, ale również określony poziom, szyk i prezencja w pracy. Możemy, zatem powtórzyć za Sybillą i filozofami, nie szata zdobi człowieka, ale praca przywdziewa człowiekowi mundur, a strój jest prastarą tradycją, która uwielbia manipulacje.

Ściejowice, wrzesień 2004