Widzenia Bogdana Słabika

Tekst do wystawy w Galerii Atelier, Kraków IX 2005

Spotkanie ze sztuką Bogdana Słabika będzie przyjemnością dla tych, którzy cenią u artysty wyobraźnię, fantazję i pomysłowość podpartą należytym warsztatem, pracowitością i cierpliwością. Jeśli zaś do tych cech dodamy posługiwanie się metaforą, aluzją oraz przenikliwość autora w docieraniu pod zewnętrzną powłokę przedmiotów i zdarzeń, to otrzymamy nowe artystyczne zjawisko i nową artystyczną jakość, zaprawioną szczyptą mistycyzmu i nieokreślonej tajemnicy. Zresztą moje odkrywanie sztuki Bogdana Słabika odbywało się stopniowo, z należytym namaszczeniem, poznawałem ją, jak uczeń alchemika - sztuka ma wszak coś z magii - odkrywa kolejne stopnie i kręgi wtajemniczenia.

Zatem najpierw odwiedziłem pracownię artysty, ukrytą w zakamarkach Kazimierza, do której zaprowadzili mnie jego duchowi opiekunowie: Marzena Dudziuk i Łukasz Kozłowski. Pracownia dla artysty jest miejscem prawie mistycznym, gdzie przenosi na papier i płótno swoje fantazje i pomysły. Pracownia jest miejscem koncentracji, samotności i ciszy, czyli takich wartości, o jakie coraz trudniej dziś w zgiełku codziennych wydarzeń i coraz szybszym tempie życia. Izolacja daje możliwość skupienia, bo brak nadmiaru bodźców zewnętrznych kieruje uwagę do wnętrza i pozwala przeżywać rozmaite emocje silniej i głębiej. Toteż przekraczając z dyskretną ciekawością próg pracowni, zobaczyłem pomieszczenie niezbyt duże, choć wysokie, niestety tylko ze sztucznym oświetleniem. Ściany pracowni zostały od sufitu po podłogę zawieszone obrazami, rysunkami i płaskorzeźbami. Staranność oprawy każdego dzieła, natłok obrazów oraz brak wolnego spowodowały, iż zacząłem porównywać to miejsce do ścian ikonostasu, a całość do jakiegoś cerkiewnego wnętrza, gdzie wśród obfitości i okazałości wystroju artysta modli się o natchnienie, składa ofiary sztuce oraz poświęca się jej dobrowolnie i całkowicie.

Drugie wtajemniczenie odebrałem widząc wszechstronność zainteresowań artysty. Obok rysunków, grafik i obrazów na ścianach wisiały płaskorzeźby w dopasowanych do nich oryginalnych ramach, które same w sobie stanowiły jak gdyby miniaturowe, barokowe ołtarze. Całość wystroju wnętrza dopełniały rzeźby, pełne wdzięku, niewielkich rozmiarów figurki, które stanowiły najczęściej połączenie kamienia i brązu. Różnorodność zainteresowań, wielość kierunków, poszukiwanie tematów i nowych form wyrazu i środków ekspresji zawsze dobrze świadczy o artyście, o jego niepokoju twórczym oraz o tym, że nie zadawala go raz na zawsze wybrana dziedzina i pragnie wyrażać swą sztukę na różne sposoby.

Przyglądając się uważniej rysunkom, bo one miały być obiektem wystawy, podziwiałem mozół i drobiazgowość autora. Na pierwszy rzut oka w swym wyrazie przypominały grafiki, jakieś akwaforty, miedzioryty lub inne grawiury. Po uważniejszym przyjrzeniu i podpowiedzi moich przewodników okazały się być rysunkami wykonanymi tuszem i piórkiem na kartonie. W rysunkowych kompozycjach uderza natłok szczegółów, orientalny przepych o niezwykle bogatej tematyce i złożonej kompozycji. Przywodziły mi na myśl ilustracje do "Baśni z 1001 nocy" lub fantastyczne miasta - słońca Tomasza Campanellego. W owych miastach kłębią się ludzie, pochłonięci swoimi sprawami, pełni namiętności, zdają się poszukiwać granic między fikcją a rzeczywistością, może poszukują prawdy lub przeznaczenia swojego losu. W tle przebłyskują minarety, kolumny i ściany zdobione pajęczyną arabesek, a cebulaste kopuły zwieńczają fantastyczne wieże. Na rysunkach aż roi się od symboli, karcianych postaci z taroka, fantastycznych stworów, hinduskich bogów, mandali i biblijnych postaci. Pojawiają się także w tej gęstwinie elementy współczesne, aby do reszty pomieszać historię z teraźniejszością, tradycję z aktualnością. Intrygujące są zdania wplecione do rysunku, inskrypcje i uwagi. W tym wykreowanym przez artystę świecie można doszukiwać się świata Telemitów Rabelais'a, a może świata Hieronima Boscha lub Józefa Gielniaka. Należy od razu stwierdzić, że Bogdan Słabik ujawniając (może nieświadomie) swoje archetypy i urzeczenia przeszłością, nie czyni tego ostentacyjnie i jednoznacznie. Nie zapożycza dosłownie motywów i chwytów formalnych. Poddaje się raczej nastrojowi, przeżywa i po swojemu przetwarza ekspresję twórczą. Na szczególną uwagę zasługuje operowanie tłem. Otóż, twórca w sposób prawie benedyktyński wprowadza do ostatniego planu drobiazgową siatkę żyłek, kropek, ziarenek, punkcików, dzięki której osiąga efekt grawiury, jakiejś misternej pajęczyny lub migocącej wibrującej i pulsującej przestrzeni, która w całości łagodnie kontrastuje z pierwszym planem, bo ten zaś często rysowany jest linią grubszą i szerszą.

Twórca postępuje tu jak reżyser, który musi zdecydować się w trakcie pracy na jedną z dróg. To wymaga ciągłego napięcia, wielkiej dyscypliny i odwagi w nieustannym dokonywaniu wyboru. Możemy tylko domyślać się, ile trudu włożono oraz ile czasu zajęło wykonanie pojedynczego rysunku. Z pewnością artyście bardziej zależy na tym, aby pokazać metaforyczną wizję świata, w której ścierają się ludzkie dążenia, ambicje, interesy, zasady, normy prawne i religijne, niż tylko realny obraz, zjawiskową, zewnętrzną szatę otaczającej nas natury.

Na koniec odsłonięto przede mną ostatnie wtajemniczenie. Okazało się, że pan Bogdan Słabik jest amatorem w pełnym znaczeniu tego słowa, a jego sztuka czeka w spokoju na swe odkrycie. I tutaj rodzi się odwieczne pytanie, co kazało sięgnąć artyście po rylec pędzel czy dłuto? Jaka siła zmusiła i zawładnęła nim, aby spełniło się jego powołanie twórcze? Na takie pytania nie miejsce w tym krótkim wstępie do katalogu. Zawsze jednak warto je stawiać. Na ścianie rodzinnego domu Rafała Wojaczka wmurowany tekst pamiątkowej tablicy niespokojnie pyta: "Musi być ktoś, kogo nie znam, ale kto zawładnął mną, moim życiem, śmiercią; tą kartką". To zdanie niech będzie takim pytaniem - mottem, na które starajmy się odpowiedzieć, podziwiając i zgłębiając sztukę Bogdana Słabika. Bogata w metafizyczne i symboliczne treści jego sztuka nie stawia nam przecież barier do wieloznacznych interpretacji, zostawiając cierpliwemu widzowi czas na refleksję i możliwość poszukiwania dalszych, głębszych, ukrytych znaczeń.

Ściejowice, VIII 2005